POLSKA
Polska zremisowała z Austrią 1:1 w swoim drugim meczu w grupie B na Euro 2008. Polacy prowadzili od 30. do 93. minuty, ale w ostatniej chwili ze zwycięstwa okradł ich angielski arbiter Howard Webb dyktując rzut karny dla Austriaków.
Polscy piłkarze byli o krok od wygrania pierwszego meczu w historii startów w mistrzostwach Europy. W czwartek zremisowali w Wiedniu ze współgospodarzami - Austriakami 1:1 (1:0). W ostatnim spotkaniu reprezentanci Polski zagrają 16 czerwca w Klagenfurcie z prowadzącymi w tabeli grupy B z kompletem punktów Chorwatami.
Pierwsza połowa śmiało mogła kandydować do jednej z najdziwniejszych w najnowszej historii Euro. Przypominała nie spotkanie Austrii z Polską, a konfrontację gospodarzy turnieju przeciwko Arturowi Borucowi i Rogerowi Guerreiro. I najdziwniejsze, że mimo przeciętnej, czasami wręcz słabej gry polscy piłkarze objęli prowadzenie. Zdobywcą gola był pochodzący z Brazylii Roger.
Polaków nie mogła sparaliżować ani stawka potyczki (przegrywający praktycznie żegnał się z Euro), ani też obecność prezydenta kraju Lecha Kaczyńskiego. Tymczasem bardzo źle wyglądała już przedmeczowa rozgrzewka, kiedy piłka po strzałach podopiecznych trenera Leo Beenhakkera lądowała nie w siatce, a daleko w trybunach.
W porównaniu z inauguracyjnym spotkaniem w ME (0:2 z Niemcami), holenderski szkoleniowiec dokonał kilku zmian w składzie. Znów fatalnie prezentował się duet stoperów, tym razem tworzony przez kapitana Jacka Bąka i Mariusza Jopa. Nieporozumieniem był występ Jopa, który dawał się ogrywać niemal w każdej akcji, był wolny i ospały. Nic dziwnego, że w przerwie zmienił go Paweł Golański. I tym samym biało-czerwoni wrócili do ustawienia w defensywie z gry z Niemcami (Żewłakow przesunął się do środka).
Zdecydowanie na wyższą notę zasłużyli dwaj inny zawodnicy, którzy tym razem rozpoczęli mecz w wyjściowym składzie - Marek Saganowski i Roger. Co prawda Saganowski niespodziewanie ustawiony został na prawej pomocy, ale to właśnie on zanotował asystę przy golu Rogera. To była 30. minuta i pierwsza składna akcja Polaków. Duży udział przy trafieniu miał również Euzebiusz Smolarek.
Wcześniej trwał pojedynek Austriaków z Arturem Borucem. Fenomenalnie broniący wychowanek Pogoni Siedlce (dzień przed meczem został ojcem) wygrał aż cztery pojedynki sam na sam z rywalami. Boruc bronił jak w transie, zaś jego koledzy mieli problemy z wyjściem z własnej połowy. Gospodarzom wiary dodawał niesamowity tumult na trybunach. Każda akcja zdeterminowanej austriackiej ekipy nagradzana była brawami. Drużyna Josefa Hickersbergera miała dużą przewagę, jego zawodnicy wychodzili z własnej połowy jak armatnie pociski, a Polacy wracali niczym czołgi.
Boruca nie zdołali pokonać kolejno Martin Harnik (dwukrotnie), Christoph Leitgeb, Umit Korkmaz. Kilka razy uderzał Andreas Ivanschitz. Po 20. minutach w statystykach strzałów było 0:7 na niekorzyść Polaków. Ale wystarczyła jednak akcja z udziałem Smolarka, Saganowskiego i Rogera, aby polska publiczność odżyła. Roger dedykował bramkę nieżyjącemu ojcu.
W 50. minucie rozgrywający Legii Warszawa świetnie podał do Smolarka, lecz jego uderzenie z 16 metrów obronił, choć nie bez kłopotów, Juergen Macho. Co chwilę Roger wzbudzał podziw na trybunach swoimi niekonwencjalnymi zagraniami. Imponował techniką, luzem, spokojem. To on poderwał polski zespół do walki. Z minuty na minutę rozkręcał się też Saganowski, który kręcił przeciwnikami. A wielotysięczna publika skandowała jeszcze jeden, jeszcze jeden.
W tym czasie trwały gorączkowe rozmowy na ławce Austriaków trenera Hickersbergera z rezerwowymi. Instruował ich (głównie Romana Kienasta), w jaki sposób mają pokonać Boruca. W czwartkowy wieczór polski bramkarz był jednak bezbłędny i wiele razy udowadniał, że należy do najlepszych na świecie w swojej profesji.
Druga część była lepsza w wykonaniu Polaków. Śmielej atakowali i stwarzali sytuacje bramkowe. Bliski powodzenia był 35- letni Bąk (znów dogrywał Roger), którego uderzenie nogami wybronił Macho. To była 64. minuta, a wówczas trener gospodarzy postawił wszystko na jedną kartę. Na boisku pojawili się ci, którzy mieli odczarować bramkę Boruca - Kienast i Ivica Vastic. Drugi z wymienionych w tym roku skończy 39 lat i jest najstarszym uczestnikiem tegorocznych ME.
W 68. minucie z rzutu wolnego z około 30 metrów huknął Krzynówek, lecz Macho wybił piłkę na róg. Polacy wyglądali na bardzo zmęczonych, bowiem spotkanie kosztowało ich mnóstwo sił. Beenhakker nie decydował się na drugą zmianę (dopiero w końcówce za Saganowskiego wszedł Wojciech Łobodziński).
Tymczasem Austriacy byli coraz groźniejsi. I wtedy znów Polacy odżywali za sprawą Rogera. Pod względem wyszkolenia technicznego nie miał sobie równych. Roger, Roger - skandowały polskie sektory na 50-tysięcznym stadionie Ernsta Happela w stolicy Austrii, kiedy schodził z murawy w 85. minucie.
Wydawało się, że nic nie odbierze nam zwycięstwa. Niestety, w 93. minucie Howard Webb podyktował rzut karny z kapelusza dla Austrii za wyimaginowany faul Mariusza Lewandowskiego na Erwinie Hofferze. Jedenastkę wykorzystał Ivica Vastic i mecz zakończył się remisem 1:1.
Austria - Polska (0:1)
Ivica Vastic (90+3-karny) - Roger Guerreiro (30).
Żółte kartki: Umit Korkmaz, Sebastian Proedl (Austria), Marcin Wasilewski, Jacek Krzynówek, Jacek Bąk (Polska).
Sędzia: Howard Webb (Anglia). Widzów 51 428.
Austria: Juergen Macho - Gyorgy Garics, Sebastian Proedl, Martin Stranzl, Emanuel Pogatetz - Christoph Leitgeb, Rene Aufhauser (74. Juergen Saeumel), Andreas Ivanschitz (64. Ivica Vastic), Umit Korkmaz - Martin Harnik, Roland Linz (64. Roman Kienast).
Polska: Artur Boruc - Marcin Wasilewski, Jacek Bąk, Mariusz Jop (46. Paweł Golański), Michał Żewłakow - Euzebiusz Smolarek, Dariusz Dudka, Mariusz Lewandowski, Roger Guerreiro (85. Rafał Murawski), Jacek Krzynówek - Marek Saganowski (83. Wojciech Łobodziński).
Źródło: wp...